Mecz z Acadamiką miał dać odpowiedź czy wysoka porażka z Porto była tylko efektem słabszego dnia czy też Lwy aż tak bardzo odstają od najlepszych w tym sezonie i po kilku zwycięstwach z rzędu ponownie popadają w kryzys. Odpowiedź jest prosta KRYZYS bo jak inaczej można wytłumaczyć porażkę (1:2) na własnym stadionie z bądź co bądź drużyną walczącą o utrzymanie? A co gorsze mądrze taktycznie zorganizowana przez Boasa - Academika, skupiona głównie na obronie bardzo dobrze wykonywała plan taktyczny jaki wybrał na to spotkanie były asystent Jose Mourinho. Wręcz przeciwnie do Sportingu, który co prawda miał optycznie zdecydowaną przewagę, jednak w ich akcjach było więcej przypadku aniżeli myśli taktycznej jaką można było oglądać u rywali. Czy to zatem wina trenera? powoli i taka opcja zaczyna być brana pod uwagę, wszak to 3 porażka z rzędu i trzecia w stylu dalekim od ideału. Na boisku oglądamy drużynę, której akcje zdają się być dziełem przypadku a i ustawienie obrony pozostawia wiele do życzenia. Głównym winowajcą dzisiejszej przegranej bez wątpienia był Rui Patricio, który w 3 minucie spotkania w sposób wręcz niedopuszczalny przepuścił strzał po rzucie wolnym wykonywanym z 40 metrów! Co prawda piłka skozłowała przed nim, jednak bramkarz tej klasy nie ma prawa wpuszczać takich goli!
A niestety to młodemu Portugalczykowi zdarza się coraz częściej... Lwy po stracie gola żuciły się do ataku, jednak jak już wspomniałem ich akcje były bardzo chaotyczne i goście nie mieli większych problemów z przerywaniem akcji. Aż do 24 minuty, kiedy to po jednej z nielicznych składnych akcji Lwy doprowadziły do wyrównania a konkretnie dokonał tego Joao Moutinho po ładnej centrze z prawej strony Joao Pereiry. Druga połowa nie różniła się niczym od pierwszej. To nadal Sporting był strona przeważającą a Academika skupiła się obronie oraz sporadycznie kontrowała. I właśnie po jednym z takich kontrataków w 60 minucie Joao Ribeiro wyprowadził ponownie przyjezdnych na prowadzenie. Gol nie tyle pięknej urody co wręcz katastrofalne zachowanie duetu środkowych obrońców: Tonela i Polgi, którzy pozostawili Ribeiro bez opieki na 17 metrze a ten nie pilnowany uderzył nie do obrony dla Patricio. Po tej bramce Academika jeszcze mocniej cofnęła się do obrony, której nieudolne próby sforsowania przez zawodników Sportingu doprowadzały do białej gorączki kibiców którzy już w 80 minucie zaczęli opuszczać stadion. Co prawda w ostatniej akcji meczu Lwy mogły doprowadzić do remisu, ale piłkę z linii bramkowej wybił jeden z obrońców rywali i mecz zakończył się sensacyjnym zwycięstwem ekipy prowadzonej przez Andre Villas-Boasa 2:1. Cóż można jeszcze dodać, z wielkimi obawami czekamy na wtorkowy półfinał Carlsberg Cup z Benfiką i nie ma się co oszukiwać, iż z taka formą niewykluczony jest kolejny blamaż...
Mecz ten był również debiutem dla Pedro Mendesa, który rozegrał swój pierwszy mecz w barwach Sportingu po transferze ze Szkocji. Ciężko oceniać, czy był to udany debiut, ponieważ cała drużyna Sportingu zagrała słabo a Mendes poza kilkoma wślizgami nie wyróżniał się niczym szczególnym...
Sporting : Rui Patrício; João Pereira, Polga, Tonel et Grimi; Pedro Mendes (Hélder Postiga, 82); João Moutinho, Matías Fernandez et Vukcevic (Saleiro, 61); Liedson et Pongolle (Pereirinha, 72)
Académica : Ricardo; Pedro Costa, Berger, Orlando et Emídio Rafael; Nuno Coelho, Tiero, Cris (Amoreirinha, 82) et Diogo Gomes (Vouho, 46); Sougou et João Ribeiro (Lito, 70)
Gole : 0-1, Orlando (2); 1-1, João Moutinho (24); 1-2, João Ribeiro (59)
| Klub | M. | P. | |
| 1. | Benfica Lizbona | 30 | 76 |
| 2. | Sporting Braga | 30 | 71 |
| 3. | FC Porto | 30 | 68 |
| 4. | Sporting Lizbona | 30 | 48 |
| 5. | Marítimo Madeira | 30 | 41 |
| 6. | Vitória Guimarães | 30 | 41 |
Reklama
Redakcja